To o co chodzi w tym futbolu?

Moi koledzy, wielcy fani futbolu, przeżywają rozgrywki dokładnie tak samo jak ja najnowsze wydania literatury faktu. Dla mnie nowa książka, dajmy na to, Filipa Springera jest dla nich jak karne Polski i Portugalii, Witek Szabłowski opowiadający mi o historiach z Wołynia jest jak organizacja Mundialu w Katarze itp. Mogliby o tym gadać godzinami, a temat się nie wyczerpuje. I nie to, że gadają o bramkach. Skąd! To są historie o kuluarach i dla laika, w dodatku kobiety, są bardziej ciekawe niż te gole.

Zdania są jednak podzielone, czy w futbolu chodzi o sam futbol czy o te gole. Jaramy się umiejętnościami czy skutecznością. U mnie w redakcji jest taki Staszek. Staszek jawi się jako ten z piekła rodem, potrafi krzyczeć na wszystkich dookoła, ale skutek jest osiągnięty – gazeta jest zrobiona rzetelnie. A to tylko dlatego, że Staszek wprawia wszystkich dziennikarzy i redaktorów w zakłopotanie, czy wiedzą o czym piszą. I albo wiedzą, albo nie. Czujny Staszek wszystko wyłapie. Na kolegiach dział sportowy jest jego ulubionym. A już w szczególności wszystkie zawiłości ligowe, które mnie osobiście nudzą i się błogo wyłączam. A Staszek wie na ten temat wszystko. Bo się interesuje, czyta i wie. Jakiś czas temu mieliśmy razem dyżur. To było zaraz po meczu Polska-Niemcy, z którymi zremisowaliśmy. Choć mnie futbol absolutnie nie interesuje, to jestem sobą mocno zdziwiona, że w tym roku nawet mnie te EURO 2016 zaczęło w pewien delikatny sposób pochłaniać. Jedyny mecz naszych jaki opuściłam to rozgrywki z Irlandią. Czuję się jednak rozgrzeszona – po weselu byłam, wesele było intensywne, to i zasnęłam. Kolejne mecze oglądałam z kolegami. I jak się nie wydrę, jak nie ryknę „Dlaczego tam nikogo nie ma!?, „Biegnij, biegnij! Dasz radę!” albo „Nie bój się go!”. Można mnie posądzić o różne rzeczy, ale nie o takie zaangażowanie. Nie interesuję się, ale jak już siądę przed ekranem to oglądam całą sobą. I wiem, co to jest spalony, ale nie umiem wyjaśnić. W każdym razie mecz z Polakami i Niemcami przeżywałam niemiłosiernie. Zachwycałam się tym Pazdanem, i tym Fabiańskim na bramce. Drżałam na widok zmian na boisku i tylko podpytywałam kolegów, co to za Niemiec zmienia Niemca. A koledzy mówią mi, że to terminator. Dziwiłam się Lewandowskiemu, bo wszyscy tylko o nim gadają, jaki to nie cudak na boisku. W pamięci ciągle żywy jest obrazek fanów futbolu, co tu tylko na siku, bo przecież nic się nie dzieje, a po powrocie 9 goli. Nawet sama jestem w stanie stwierdzić, że ten mecz był agresywny. Następnego dnia na dyżurze ze Staszkiem oglądałam jakiś mecz. Nie pamiętam kto i z kim, ale trzy piłki w jedną z bramek poleciały. I tak jak zwykle boję się Staszka, tak odważyłam się powiedzieć, że to straszna nuda, jak na boisku się nic nie dzieje. Bo faktycznie nic się nie działo. Że wczoraj, Staszek, wiesz, ja szalałam na widok naszych. A Staszek zdobył się na szczery uśmiech i mnie zbił z pantałyku i powiedział, że to było nieporozumienie. Na boisku może dziać się wszystko, ale dobry mecz to taki, jak są gole. Głupio mi się zrobiło.

Poleciałam z refleksją Staszka do kolegów. I niby przyznają mu rację, ale nie do końca. Jeden z nich jak mantrę powtarza, że nie musi chodzić o bramki, ale o piękno tego sportu. Nie jestem jak statystyczna kobieta, której trzeba wykładać te śmieszne zasady typu: podczas meczu nie przechodzi się przed telewizorem, nie przeszkadza, nie pyta co to spalony albo którzy to nasi. Albo żeby wyjaśnić po co jedenastu spoconych chłopa biega jak źli za szmacianą kulą. Według niego piękno tego sportu to przede wszystkim rywalizacja, niewiadoma i to, że kopać piłkę może każdy bez względu na predyspozycje fizyczne. Inni tłumaczą od niechcenia, że piłka to piłka, i albo się to rozumie albo nie. Kupuję to grzecznie, bez grymaszenia. Ale i tym razem jestem zbita z pantałyku. Bo tak mi się wydaje, że o bramki chodzi, tak podobno wcale nie. – Teraz Francja wygrywa 1:0 z Niemcami – relacjonuje mi. – I nie liczy się gol, tylko to, czy karny podyktowany jest słusznie czy nie. Czy to zepsuje widowisko czy poprawi – ucina i ogląda dalej. Francja wygrała 2:0 z Niemcami. W finale spotka się z Portugalią, która właściwie na plecach prześlizgnęła się i to w dodatku po nas, po naszym Lewandowskim, Błaszczykowskim, Krychowiaku i Pazdanie. Tak czuje laik. Bo ten Ronaldo, amant boiskowy, do którego wzdychają kobiety się nie popisał. A podobno jest drugim najlepszym piłkarzem świata. Więc o co chodzi w futbolu? Czy faktycznie o te bramki? Czy może jednak o popisy na boisku? Patrząc na tabelki – kula, a patrząc na naszą reprezentację – kibice wzruszają się, jak od lat nie mogli, skandując „Dziękujemy!”, zamiast poklepywać się po ramieniu, że nic się nie stało. W futbolu niech brzmi tylko wielkie podziękowanie. A czy ono za bramki, czy za popisy, to już wszystko jedno.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s